Dwoje ludzi pochylało się nad małym zawiniątkiem.
Długowłosy, niezwykle przystojny mężczyzna i bardzo urodziwa kobieta. Oboje
wydawali się być z innej epoki. Wyglądali niesamowicie i otaczali się równie
niesamowitą aurą tajemniczości.
- Nie jestem pewien, czy to dobry pomysł- rzucił mężczyzna,
hardo patrząc jej w oczy. Jednak ona spuściła wzrok na małe maleństwo leżące
przy progu drzwi.- Po co myśmy je w ogóle brali?
- Po co?! Po co!!- kobieta niespodziewanie wybuchła, a
magiczna aura zdawała się falować. Nad jej głową rozciągnął się mroczny cień.
Wyglądała przerażająco i pięknie zarazem.- Myślisz, że byłabym zdolna
przyczynić się do śmierci tego dziecka? Przecież to moja dziedziczka! Nadzieja
na to, że mój ród przetrwa! Zrozum, nie mogę pozwolić, by stała się jej
krzywda. – dodała już łagodniej. Mężczyzna ledwo zauważalnie kiwnął głową, na
znak zrozumienia.
-Poza tym obiecałam coś jej matce.- westchnęła i spojrzała
ponad głowę czarodzieja. Przymknęła oczy, widząc w oddali zielone błyski. Znów
spojrzała na maleństwo.
- Jesteś pewna, że to dobre miejsce?- dotąd milczący
mężczyzna, odezwał się cicho.
- Tak. To rodzina czystej krwi. Lepiej trafić nie mogła.-
kobieta pokiwała głową.
- Zostawiasz jakąś wiadomość czy coś…?
- Nie. Przyjdę do nich osobiście. A teraz…musimy się
pospieszyć.
- Masz rację. No to czyń swoją powinność.- czarodziej
uśmiechnął się blado.
- Ty też…-mruknęła, pochylając się nad dzieckiem.
- Co: „ty też”???- oburzył się.
- Posłuchaj, rozmawialiśmy o tym! Doskonale wiesz, że musi
być silna. I to cholernie silna. Moja moc, a raczej jej skrawek, nie wystarczy.
Mieliśmy stworzyć potęgę, nie pamiętasz? Mieliśmy równać ją z Nim, albo nawet
go przewyższyć. Jeśli chcesz, aby Twój ród również przetrwał, nie rozumiem, na
co czekasz…
- Dobra już dobra… ale nie taka była umowa!
- Plany się zmieniły, nie zauważyłeś?!- usta ściągnięte w
jedną, wąską linię wyrażały jej wściekłość. Mężczyzna westchnął.
- Obym tego nie żałował…- mruknął, po czym również się
pochylił.
Obydwoje położyli dłonie na jej sercu, po czym- wypowiadając
odpowiednią formułkę- tchnęli w nią jarzące się na czarno- fioletowo iskry.
- Bo prawdziwą magię nosi się w sercu…- rzekła kobieta.
Podnieśli się, a czarownica zapukała do drzwi. Nim
ktokolwiek zdążył zareagować, deportowali się w tylko im znane miejsce.
Tego pamiętnego dnia narodziła się nowa potęga
czarodziejskiego świata. Potęga, która mogłaby z łatwością wyniszczyć całą kulę
ziemską. Potęga, która byłaby w stanie jednym pstryknięciem zniszczyć nawet
Jego.
Potęga, która o sobie nie miała nawet pojęcia…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz